Wpis o charakterze wyjaśniającym – sporadycznie publikowany – może okazać się pożyteczny.
Publiczne wypowiadanie się w mowie i w piśmie jest szlachetnym obowiązkiem kapłana, mającym swe uzasadnienie w obrzędzie święceń kapłańskich. Chodzi oczywiście o przekazywanie treści krystalicznie katolickich. Chodzi o to, by wiary katolickiej nie zdradzić, nie wykoślawić, nie zmutować, ale przekazać ją taką, jak ją Kościół przez wieki przekazywał – niezmienny i pewny depozyt wiary depositum fidei.
O, jakże byśmy pragnęli, by to, co wypowiadamy i publikujemy mieściło się doskonale w ramach katolickiej ortodoksji, czyli Objawienia Bożego zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji!
Niekoniunkturalna szczerość służby prawdzie daje komfort spokojnego sumienia i poczucie, że służy się sprawom najświętszym.
O spełnienie tego wymogu niejednokrotnie jest łatwiej, kiedy publikuje się własne teksty. Tymczasem musimy przyjąć wszystkie ograniczenia wynikające z faktu złożoności materiałów publikowanych przez różne osoby i gremia. Czy mamy dzisiaj krystalicznie katolickie media?
Szanowni Czytelnicy zauważają, że oprócz tekstów autorskich, raz po raz pojawiają się – zarówno tutaj, jak i na blogu Verbum catholicum – inne materiały.
Publikowanie odnośników (linków) i materiałów medialnych opracowanych przez inne osoby i gremia, zawierające wypowiedzi różnych osób, nie oznacza, że niżej podpisany utożsamia się w stu procentach z każdym wypowiedzianym tam przez kogoś zdaniem czy też w całości akceptuje i popiera dany portal czy blog, z których te publikowane materiały pochodzą.
Podobnie fakt występowania niżej podpisanego w tych czy innych gremiach, nie oznacza, że tenże niżej podpisany utożsamia się w stu procentach z każdym słowem, które wypowiadają współrozmówcy, ani też nie jest wyrazem stuprocentowej akceptacji dla danych inicjatyw czy wydarzeń, w kontekście których te wypowiedzi mają miejsce.
Jest jeszcze subtelna kwestia odróżnienia aspektu merytorycznego (co jest mówione) od kwestii personalnych (kto mówi).
Byłoby okolicznością szczęśliwą, gdyby Szanowni Czytelnicy zechcieli wziąć życzliwie pod uwagę powyższe precyzacje. W czasach pomieszania powszechnego, jakie wtargnęły w sam środek Kościoła, wydają się one konieczne – dla uniknięcia nieporozumień, dla uniknięcia nieuzasadnionych domysłów, dla uniknięcia sądów przedwczesnych, dla jasności przekazu, dla dobra Szanownych Czytelników, dla wierności prawdzie, dla szczerości kapłańskiej służby, której jedynym bezzastrzeżeniowo pewnym kontekstem jest Kościół Katolicki w całej czystości jego odwiecznej i niezmiennej doktryny.
Zawsze konieczne jest rozróżnianie. Co zakłada czynną pracę umysłu i światło Ducha Świętego. Zawsze konieczne jest rozróżnianie ziarna od plewy. Zawsze konieczne jest odróżnianie prawdy od fałszu. Zawsze konieczne jest rozróżnianie osoby od treści, które ona przekazuje. Zawsze konieczne jest rozróżnianie osoby od kontekstu, w którym ta osoba się prezentuje.
Zawsze aktualny pozostaje pawłowy nakaz: „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 21-22).
Krystalicznie czystą sytuację – w aspekcie personalnym, merytorycznym, motywacyjnym i kontekstowym – będziemy mieli w Niebie. Obyśmy się tam dostali!
Tymczasem tu, na ziemi, musimy przyjąć z pokorą wszystkie ograniczenia, jakie rzeczywistość ziemska niesie. Zakłada to szlachetny obowiązek badania wszystkiego, zachowywania tego, co szlachetne i unikania wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Zadania, które rzymski katolik, pouczony światłem Objawienia Bożego, podejmuje chętnie.