„Non enim dedit nobis Deus Spiritum timoris

 sed virtutis et dilectionis et sobrietatis”.

„Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni,

 ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia” (2 Tm 1, 7)

 

   Kardynał Joseph Ratzinger ujmuje zagadnienie realizmu poznawczego w perspektywie zjednoczenia człowieka z Bogiem. Im człowiek jest bliżej Boga, tym bardziej wzrasta jego realizm – poznanie rzeczywistości takiej, jaką ona jest. Pisał:

   „Im bardziej stoi człowiek po stronie Boga, tym bardziej też rośnie jego realizm, tym jaśniej ukazują mu się kontury rzeczywistości, tym jaśniejsza staje się też dla niego rzeczywistość sprzeczna ze świętością. Piękne maski szatańskie nie zwiodą już tego, który wszystko widzi od strony Boga” (Dogma und Verkündigung).

   Czasy pomieszania powszechnego nastały nam i w Kościele. Wielu ludzi należących do Kościoła wzbrania się – z przyczyn różnych – przed jasnym ujęciem tego stanu rzeczy. Wolą środowisko mgliste. Niedookreślone. Niektórym wydaje się, że posłuszeństwo załatwia wszystko i zwalnia z obowiązku posługiwania się rozumem – przynajmniej w tym celu, aby rozeznać co jest Wolą Bożą i wiernością Tradycji a co jest ich zdradą (destruktorzy Kościoła są bardzo zadowoleni, że poprzez bezmyślne posłuszeństwo wielu, mogą sprytnie i bez zahamowań przeprowadzać swoje destrukcyjne plany). Ci ludzie mgliści najchętniej wykreśliliby z Ewangelii nietolerancyjne, niepoprawne i nienowoczesne słowa Pana Jezusa:

   „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37).

   I chętnie wyeliminowaliby słowa św. Pawła:

   „Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo. Cóż bowiem ma wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością? Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernym? Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami?” (2 Kor 6, 14-16).

   Takie słowa ci ludzie mgliści skwapliwie zaskarżyliby do trybunału poprawnościowego.

   W czasach pomieszania powszechnego realizuje się Słowo Boże:

   „Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie” (Dz 20, 29-31).

   „Jest bowiem wielu krnąbrnych, gadatliwych i zwodzicieli, zwłaszcza wśród obrzezanych: trzeba im zamknąć usta, gdyż całe domy skłócają, nauczając, czego nie należy, dla nędznego zysku” (Tt 1, 10-11).

   „Tymczasem ludzie źli i zwodziciele będą się dalej posuwać ku temu, co gorsze, błądząc i innych w błąd wprowadzając” (2 Tm 3, 13).

   „Ci fałszywi apostołowie to podstępni działacze, udający apostołów Chrystusa. I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości. Nic przeto wielkiego, że i jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość. Ale skończą według swoich uczynków” (2 Kor 11, 13-15).

   „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom” (2 Tm 4, 3-4).

   Kultura rzymskokatolicka jest kulturą racjonalną – co najmniej w tym sensie, że posługuje się rozumem w poznaniu Boga i Bożego Objawienia.

   Rozum, w harmonijnej syntezie z łaską wiary, pozwala nam poznawać i wyznawać prawdziwą – niezmutowaną – naukę Bożą.

   Rozum, w harmonijnej syntezie z łaską wiary, pozwala nam odpierać urojenia tłumu i gadania krnąbrnych, gadatliwych i zwodzicieli.

   Rozum, w harmonijnej syntezie z łaską wiary, pozwala nam unikać błędu i poznawać i wyznawać prawdę.

 

   W czasach pomieszania powszechnego rodzą się pytania właściwe ludziom rozumnym – w trosce o wierność prawdzie i o czystość katolickiej wiary, w trosce o zbawienie wieczne swoje i bliźnich. „Quicumque vult salvus esse, ante omnia opus est ut teneat catholicam fidem” – „Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary” (Symbolum fidei catholicae s. Athanasio adscriptum).

   Są kwestie i kwestie. Różne są kwestie. Więc pytamy w odniesieniu do niektórych kwestii:

   Jeśli jest tak, jak mówi się dzisiaj, że w ostatnich kilkudziesięciu latach w doktrynie i praktyce Kościoła nie ma zerwania, lecz jest ciągłość i wierność Tradycji, to właściwe dlaczego podejmuje się dzisiaj tak wiele działań, aby na wszelkie sposoby przekonać katolików, że tak właśnie jest?

   Czy ciągłości i wierności Tradycji nie da się spostrzec z oczywistością, po prostu?

   Czy zerwania i zdrady Tradycji nie da się spostrzec z oczywistością, po prostu?

   Sam fakt podejmowania tak wielu działań, mających na celu przekonanie katolików, że w ostatnich kilkudziesięciu latach w doktrynie i praktyce Kościoła nie ma zerwania, lecz jest ciągłość i wierność Tradycji, zdumiewa, zastanawia, niepokoi.

   Czy jeśli ta ciągłość i wierność Tradycji zostałaby zachowana doskonale, potrzebne byłyby takie usilne i wielorakie działania perswazyjne?

   Czy katolik mający używanie rozumu i posiadający sensus catholicus nie jest w stanie dostrzec ciągłości i wierności Tradycji?

   Czy katolik mający używanie rozumu i posiadający sensus catholicus nie jest w stanie wykryć elementów nieciągłości i zdrady Tradycji?

   Czy w pewnych kwestiach, których Kościół nauczał i realizował przez dwa tysiące lat inaczej, niż to czynią i nauczają niektórzy ludzie Kościoła w ostatnich kilkudziesięciu latach, przekonywanie, że to jest to samo (podczas gdy w rzeczywistości mamy do czynienia z radykalnym przeciwieństwem), nie wystawia się katolików na poważną próbę rozumu, wiary, posłuszeństwa, zbawienia wiecznego…?

   Czy w pewnych kwestiach, których Kościół nauczał i realizował przez dwa tysiące lat inaczej, niż to czynią i nauczają niektórzy ludzie Kościoła w ostatnich kilkudziesięciu latach, przekonywanie, że to jest to samo (podczas gdy w rzeczywistości mamy do czynienia z radykalnym przeciwieństwem), nie zostawia się katolików na rozdrożu doktrynalnym, duchowym, kultycznym, moralnym?

   Czy w pewnych kwestiach, których Kościół nauczał i realizował przez dwa tysiące lat inaczej, niż to czynią i nauczają niektórzy ludzie Kościoła w ostatnich kilkudziesięciu latach, przekonywanie, że to jest to samo (podczas gdy w rzeczywistości mamy do czynienia z radykalnym przeciwieństwem), nie pozostawia się katolików w samotności, wobec konieczności niezwykle trudnych wyborów – sicut oves non habentes pastorem (Mt 9, 36)?

   Kardynał Joseph Ratzinger stwierdzał jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku z przenikliwością i realizmem: „Kościół po soborze przypomina wielki plac budowy. (…) na tym placu zagubiono projekt budowy i każdy teraz ją kontynuuje wedle swego upodobania” (Raport o stanie wiary). A dotykając pewnych pytań, kwestii i napięć rodzących się na styku przedsoborowe-posoborowe pisał: „Nie można odrzucać tego rodzaju pytań. Trzeba im stawić duchowo czoła” (Dogma und Verkündigung).

   W sam środek Kościola wtargnął bezczelnie duch kłamstwa, by zniszczyć drogocenny dar katolickiej wiary. A jeśli nie udaje mu się jej zniszczyć bezpośrednio, to działa, by wiarę zmutować, wykoślawić, zniekształcić, zmienić. Zapalenie modernistyczno-rewolucyjne! Wpływowe środowiska. Smutne eklezjalne realia współczesne.

   Wierzący Pasterz i Święty Apostoł pisze z troską do chrześcijan, którzy już się chwiali:

   „Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą od nas otrzymaliście – niech będzie przeklęty!” (Ga 1, 6-9).

   „Kto przeszkodził wam trwać przy prawdzie? Wpływ ten nie pochodzi od Tego, który was powołuje. Trochę kwasu ma moc zakwasić całe ciasto” (Ga 5, 7-9).

 

   Cóż zatem nam czynić trzeba?

   I w tej kwestii Pan Bóg poucza nas słowem wybornym – prawdziwym i wzmacniającym (!):

   „Strzeż depozytu wiary unikając światowej czczej gadaniny i przeciwstawnych twierdzeń rzekomej wiedzy, jaką obiecując niektórzy odpadli od wiary” (1 Tm 6, 20-21).

   „Mówię o tym, by was nikt nie zwodził pozornym dowodzeniem. Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie. W Nim bowiem mieszka cała Pełnia: Bóstwo, na sposób ciała” (Kol 2, 4. 8-9).

   „Bylebyście tylko trwali w wierze – ugruntowani i stateczni – a nie chwiejący się w nadziei właściwej dla Ewangelii” (Kol 1, 23).

   „Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu. Sam zaś Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam nie kończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie!” (2 Tes 2, 15-17).

 

   Słowo Boże, zawsze aktualne (!), nad podziw nas oświeca i wzmacnia – ku wierności Bożemu Objawieniu, ku wierności niezmutowanej Prawdzie.

   W czasach pomieszania powszechnego wierność jest możliwa.

   W czasach pomieszania powszechnego wierność jest zaszczytem.

   W czasach pomieszania powszechnego wierność jest obowiązkiem!

   Amen.