Od dłuższego już czasu towarzyszy nam prawdziwa diagnoza: Czasy pomieszania powszechnego wtargnęły w sam środek Kościoła.
Proces się nasila i staje się coraz bardziej jawny i publiczny, naoczny. W miejsce krystalicznej, spójnej, prawdziwej, niezmiennej, katolickiej doktryny wciska się nachalnie potłuczona doktryna – w zakresie dogmatycznym, liturgicznym, moralnym, duchowym, duszpasterskim. Podgrzewa się atmosferę i podkręca się tu i ówdzie oczekiwania na bliżej niesprecyzowane dalsze zmiany, bo jakoby zmiana być musi… Wspomniana potłuczona doktryna znajduje prawo obywatelstwa w niejednym środowisku. Owce się niepokoją i rozpraszają. Niektóre jednak zaczynają głębiej i prawdziwiej rozumieć.
Dlaczego Pan Bóg dopuszcza głoszenie błędu? Odpowiada św. Wincenty z Lerynu w dziele Commonitorium: „Bo – rzecze – doświadcza was Pan Bóg wasz, aby jawne było, czy Go miłujecie czy nie, ze wszystkiego serca i ze wszystkiej duszy waszej”.
W czasach pomieszania powszechnego, jakie wtargnęły w sam środek Kościoła, rzymski katolik pyta: „Cóż mamy czynić, bracia?” – Quid faciemus, viri fratres? (Dz 2, 37). Chodzi o podjęcie skutecznych środków zaradczych, aby wytrwać w prawdziwej wierze, to znaczy wierze katolickiej – jedynej prawdziwej i niezmiennej wierze, która daje zbawienie duszy. Trwając w prawdziwej wierze damy Panu Bogu przejrzysty wyraz naszej do Niego miłości.
Powiedzmy to klarownie i prawdziwie: W czasach pomieszania powszechnego, jakie wtargnęły w sam środek Kościoła, możliwe jest wytrwanie w prawdziwej wierze.