Doctrinis variis et peregrinis nolite abduci.
„Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom”
(Hbr 13, 9).

Szanowni Czytelnicy zechcą mi wybaczyć pewien poziom ogólności. Zaledwie dotkniemy niektórych kwestii. Może to jednak okazać się dla nas nie bez znaczenia w pewnych aktualnych kościelnych kontekstach.
Św. Pius X, papież, naucza: „Kapłaństwo katolickie jest niezbędne w Kościele, gdyż bez niego wierni byliby pozbawieni Ofiary Mszy Świętej i większej części sakramentów, nie miałby ich kto nauczać zasad wiary i byliby jak trzoda bez pasterza wydana na łup wilków, a więc Kościół nie mógłby przetrwać w takiej formie jak go ustanowił Jezus Chrystus” (Katechizm).
W encyklice Mystici Corporis Christi papieża Piusa XII czytamy: „Ci, co mają w Kościele świętym władzę od Boga, są członkami naczelnymi i pierwszymi, ponieważ przez nich z woli samego Boskiego Odkupiciela trwają nadal i wiecznie żyją urzędy Chrystusowe nauczyciela, króla i kapłana”.
Czasy pomieszania powszechnego wtargnęły w sam środek Kościoła Katolickiego. Jest jakieś oczekiwanie na głos pasterski. Czy wystarczy nagłaśniać tylko problem zewnętrznych zagrożeń i zewnętrznych wrogów Kościoła? Możemy zrozumieć szereg problemów, które rodzą się z niedomiaru wyrazistej katolickiej posługi pasterskiej w zakresie doktrynalnym, kultycznym, pasterskim. Niejeden pasterz dał sobie wmówić, że głoszenie integralnej, nieuszczuplonej i niezdeformowanej doktryny katolickiej, z klarownym nawiązaniem do Tradycji (co jest rzeczą istotnie katolicką i co Kościół Katolicki przez całe wieki czynił), jest zajęciem nie na czasie i nie na miejscu. W czasach niedomiaru i w każdym innym czasie drogą pewną jest trzymanie się wiernie katolickiej wiary, trzymanie się wiernie Bożego Objawienia zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji, trzymanie się wiernie tego, czego Kościół Katolicki przez całe wieki niezmiennie i nieomylnie nauczał i jak przez całe wieki się modlił.
Trudno zatem mieć ludziom świeckim za złe, że próbują jakoś odnieść się do przejawów pomieszania powszechnego, zidentyfikować niespójności i szukać środków zaradczych, aby zachować nieskażoną niezmutowaną wiarę katolicką – jedyną prawdziwą wiarę, jedyną wiarę, która daje zbawienie duszy. To są problemy nasze, jak najbardziej wewnętrzne, kościelne, katolickie. Za szczerość zaangażowania osób świeckich w obronie wiary należy się im wdzięczność. Ich służba ze zrozumiałych względów nie jest jednak wolna od pewnego rodzaju niebezpieczeństw.
Różne są zjawiska i różne są inicjatywy. Pojawia się niejednoznaczne zjawisko powstawania internetowych „centrów” kształtowania opinii katolików. Często są to „centra” anonimowe i prowadzone przez katolików świeckich. Mogą być i inni „prowadzący”… Niektóre z nich (bez obrazy) można by ze szczyptą humoru nazwać: „wyrocznie dla katolików”. Problem staje się poważniejszy, jeśli przeziera z nich ambicja nieomylnego i autorytatywnego zabierania głosu w sprawach wiary, nauczania, stawiania jedynie słusznych diagnoz oraz nieznoszącego sprzeciwu dawania dyrektyw, a niekiedy pospiesznego odsądzania od czci i wiary tych, którzy myślą inaczej. Kierownictwo duchowe, na które silą się niektóre osoby świeckie, jest obarczone wysokim marginesem ryzyka. Jest też problem wiarygodności propagowanych źródeł oraz wiarygodności doboru tychże źródeł. I jest też poważny problem nieuczciwego przytaczania pewnych katolickich tekstów, aby osiągnąć cel niekatolicki, dezintegrujący i wprowadzający zamęt. Strony różne zatem w internecie się pojawiają – niektóre z tradycyjnymi i bardzo tradycyjnymi, i integralnymi, i broniącymi etykietkami. Nie wszystko złoto, co się świeci.
Z troski o dobro duchowe Czytelników trzeba przypomnieć, zgodnie z doktryną katolicką, do kogo należy misja autorytatywnego nauczania (munus docendi) – nie do ludzi świeckich i nie do anonimowych internetowych „centrów” kształtowania opinii katolików. Bądźmy zatem roztropni i ostrożni.
Jednak zacznijmy stawiać sobie i innym te pytania:
Czy moim mistrzem jest ta czy inna strona internetowa?
Czy moim mistrzem jest Kościół Katolicki w swoim nieomylnym nauczaniu Objawienia Bożego zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji?
Kościół Katolicki ma ogromne doświadczenie w rozeznawaniu w świetle Ducha Świętego tego, co od Pana Boga pochodzi i tego, co od Pana Boga nie pochodzi. Do Kościoła należy osąd. Prywatne opinie w kwestiach wiary są – najdelikatniej mówiąc – ryzykowne. Kościół Katolicki, jako wybitny znawca spraw Bożych i ludzkich, dokonuje też klarownego rozróżnienia między sferą zewnętrznych działań a sferą intencji i motywacji. Ta druga sfera wymaga szczególnej delikatności i kompetencji (choćby po to, aby np. nie dopatrywać się złych intencji i motywacji tam, gdzie ich nie ma); por. argument Gamaliela – Dz 5, 33-39 (koniecznie przeczytajmy ten passus!). Św. Jan Bosko przestrzegał: „Czymś gorszym jeszcze od szemrania jest tłumaczenie na złe dobrych uczynków lub mówienie, że zostały wykonane w złej intencji” (O miłości braterskiej).
Jako katolicy nie musimy wypowiadać się na każdy możliwy temat – także w sprawach wiary. Wszechwiedza jest atrybutem Pana Boga. A pyszałkowatym „wszechwiedzącym” trzeba przypomnieć pokorne i skłaniające do pokory i miłości słowo św. Pawła: „Gdyby ktoś mniemał, że coś «wie», to jeszcze nie wie, jak wiedzieć należy” (1 Kor 8, 2). I sam pokorny św. Paweł pisze o sobie: Ex parte enim cognoscimus (…)Videmus enim nunc per speculum in aenigmate, tunc autem facie ad faciem; nunc cognosco ex parte, tunc autem cognoscam, sicut et cognitus sum. – „Po części bowiem tylko poznajemy (…). Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany” (1 Kor 13, 9.12).
Poza tym – szerzej sprawy ujmując – jest kwestia ludzkich wyborów i ostatecznych konsekwencji i perspektyw, do których te wybory prowadzą. Trafnie pisał ks. Raymond Ruscitto w odniesieniu do pewnych postaw: „Kiedy odmawiamy posłuszeństwa, musimy być bardzo pewni podstaw i musimy bardzo uważać, po której stronie barykady skończymy. Nie możemy rozstrzygać tych kwestii subiektywnie – musimy znać zasady i wiedzieć, jak określić, czy przełożony ma prawo nakazać nam posłuszeństwo. W przeciwnym razie możemy źle skończyć” (Gdzie jest twoja Msza, kapłanie?).
I jeszcze jedno – kwestia nie najmniej ważna: wielka jest odpowiedzialność za każde słowo, które wypowiadamy w sprawach wiary. Człowiek może mówić i pisać różne rzeczy. Jest jednak pytanie: co mówię i po co mówię? Oraz: na jakich źródłach się opieram i do jakich źródeł prowadzę? Czy moim słowem prowadzę innych do Objawienia Bożego czy do swoich prywatnych opinijek? Czy moim słowem prowadzę innych do zbawienia czy do zwątpienia? Św. Paweł pisał do Tymoteusza o takich, „którzy odpadli od prawdy (…) i wywracają wiarę niektórych” (2 Tm 2, 18).
Autentyczna interpretacja Bożego Objawienia zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji przynależy Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła. Samo Pismo święte zawiera wyraźne przestrogi przed prywatnymi interpretacjami. Św. Piotr poucza: „To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia. Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili od Boga święci ludzie” (2 P 1, 20-21). A odnosząc się do listów św. Pawła, pisze: „Są w nich trudne do zrozumienia pewne sprawy, które ludzie niedouczeni i mało utwierdzeni opacznie tłumaczą, tak samo jak i inne Pisma, na własną swoją zgubę” (2 P 3, 16). Tę samą regułę należy stosować do interpretacji Tradycji.
Popatrzmy z jaką miłością i troską św. Paweł, prawdziwy katolicki pasterz, poucza młodego biskupa, Tymoteusza: Jak prosiłem cię, byś pozostał w Efezie, kiedy wybierałem się do Macedonii, tak proszę teraz, abyś nakazał niektórym zaprzestać głoszenia niewłaściwej nauki, a także zajmowania się baśniami i genealogiami bez końca. Służą one raczej dalszym dociekaniom niż planowi Bożemu zgodnie z wiarą. Celem zaś nakazu jest miłość, płynąca z czystego serca, dobrego sumienia i wiary nieobłudnej. Zboczywszy od nich, niektórzy zwrócili się ku czczej gadaninie. Chcieli uchodzić za uczonych w Prawie nie rozumiejąc ani tego, co mówią, ani tego, co stanowczo twierdzą” (1 Tm 1, 3-7).
Uważajmy. Jedno pomylone słowo może katastrofalnie zaważyć na czyichś losach doczesnych i wiecznych. Jedno słowo prawdy może zbawiennie zaważyć na czyichś losach doczesnych i wiecznych. Kwestie poważne. Najpoważniejsze z możliwych! Bo dotyczą naszych ludzkich, ostatecznych i nieodwracalnych losów – zbawienia bądź potępienia. Tu nie ma żartów. A odpowiedzialność większa niż u chirurga.
Cnota roztropności jest nam wszystkim potrzebna. Zawsze jest potrzebna – a szczególnie w czasach pomieszania powszechnego, jakie wtargnęły w sam środek Kościoła Katolickiego.
Jest wśród katolików wiele dobrej woli, aby obronić wiarę katolicką, jest wiele kompetencji i wiele zaangażowania. I chwała Bogu! Jednak, jednak… Nie wykluczajmy a priori możliwości celowych działań dezintegracyjnych wycelowanych na środowiska, którym droga jest Tradycja. Te działania mogą mieć miejsce w kontaktach osobistych, w środowiskach wyraźnie odwołujących się do Tradycji, w miejscach, w których odprawia się tradycyjna Msza Święta, w parafiach oraz w wirtualnej przestrzeni internetu. Zamęt, skłócenie i dominacja nie są dobrymi prognostykami ani w odniesieniu do źródeł, ani w odniesieniu do trwałości dzieł i środowisk. Problem dotyka środowisk lokalnych oraz tych o szerokim zasięgu eklezjalnym i międzynarodowym. Św. Paweł pisze z troską: „Mam co do was przekonanie w Panu, że innego zdania niż ja nie będziecie. A na tym, który sieje między wami zamęt, zaciąży wyrok potępienia, kimkolwiek by on był” (Ga 5, 10).
Katolik będzie umiał wychwycić subtelne niebezpieczeństwa płynące z fałszowania katolickiej doktryny – od kogokolwiek by te fałsze nie pochodziły. Katolik będzie umiał podjąć środki zaradcze przeciw czającemu się subtelnemu niebezpieczeństwu tworzenia bezhierarchicznych środowisk tradycjonalistycznych. Tu rodzi się też generalne pytanie o jakość odniesień do kapłana ze strony osób świeckich tworzących środowiska Tradycji. Katolikowi wiernemu Tradycji będzie zależało na tym, aby sprawy układały się zgodnie z Tradycją: aby pasterz był pasterzem, aby kapłan był kapłanem i aby autorytatywnie i wiernie nauczał katolickiej doktryny ten, kto ma nauczać – papież, biskup i kapłan.
Kwestie wiary są kwestiami subtelnymi. Wymagają gruntownego zakorzenienia w Kościół – sentire cum Ecclesia – wielkich kompetencji, gruntownego studium, zdolności intelektu, szczerości, uczciwości, czystej intencji, czystego serca i świętości życia. Trzeba o tym pamiętać, abyśmy się nie wykoleili i nie czerpali ze źródeł niepewnych i szkodliwych.
A Źródło mamy pewne, trwałe, niezmienne i niezniszczalne: Boże Objawienie zawarte w Piśmie Świętym i Tradycji, którego Kościół Katolicki nieomylnie przez całe wieki nauczał. Do niego sięgajmy.

Uczciwość metodologiczna nakazuje przypomnieć:

Biblioteka ’58 otwarta całą dobę przez wszystkie dni tygodnia.

treści katolickie:
 sacerdoshyacinthus.com
 verbumcatholicum.com
 twitter.com/SacHyacinthus