Nie jest trudno mówić o zewnętrznych siłach wrogich Kościołowi. Jeśli przeakcentuje się takie widzenie, grozi nam pominięcie najistotniejszych sił wrogich Kościołowi. A są nimi te, które rujnują Kościół od środka.

   Papież św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis pisał:

   „Zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. Będziemy więc mówić, Czcigodni Bracia, nie o niekatolikach, lecz o wielu z liczby katolików świeckich, oraz – co jest boleśniejsze – o wielu z grona samych kapłanów, którzy wiedzeni pozorną miłością do Kościoła, pozbawieni silnej podstawy filozoficznej i teologicznej, przepojeni natomiast do gruntu zatrutymi doktrynami, głoszonymi przez wrogów Kościoła, zarozumiale siebie mienią odnowicielami tego Kościoła”.

 

Centralnym problemem Kościoła jest błąd i grzech.

Centralnym problemem Kościoła jest zdrada Prawdy i zdrada łaski.

Centralnym problemem Kościoła jest herezja i grzech.

Centralnym problemem Kościoła jest zdrada Słowa Bożego i Tradycji.

Centralnym problemem Kościoła jest zdrada Chrystusa.

 

Drogą Kościoła jest Prawda i łaska.

Drogą Kościoła jest wierność Prawdzie i łasce.

Drogą Kościoła odrzucenie herezji i grzechu.

Drogą Kościoła jest wierność Słowu Bożemu i Tradycji.

Drogą Kościoła jest wierność Chrystusowi.

Drogą Kościoła jest Chrystus – ukrzyżowany i zmartwychwstały!

 

   Oto jak przenikliwie żalił się Panu Jezusowi Kard. Ratzinger w Wielki Piątek 2005 roku:

 

„Co mówi nam trzeci upadek Jezusa

 pod ciężarem krzyża?

 Może nasuwać myśli o upadku wszystkich ludzi,

 o oddaleniu się od Chrystusa wielu chrześcijan,

 zdających się na sekularyzm bez Boga.

 Czy jednak nie powinniśmy myśleć także o tym,

 ile Chrystus musi wycierpieć w swoim Kościele?

 Ileż razy nadużywa się sakramentu Jego obecności,

 jak często wchodzi On w puste i niegodziwe serca!

 Ileż razy czcimy samych siebie,

 nie biorąc Go nawet pod uwagę!

 Ileż razy Jego słowo

 jest wypaczane i nadużywane!

 Jak mało wiary jest w licznych teoriach,

 ileż pustych słów!

 Ile brudu jest w Kościele,

 i to właśnie wśród tych,

 którzy poprzez kapłaństwo

 powinni należeć całkowicie do Niego!

 Ileż pychy i samouwielbienia!

 Jak mało cenimy sobie sakrament pojednania,

 w którym On czeka, by nas podźwignąć z upadków!

 To wszystko jest obecne w Jego męce.

 Zdrada uczniów,

 niegodne przyjmowanie Jego Ciała i Krwi

 jest z pewnością największym bólem,

 który przeszywa serce Zbawiciela.

 Nie pozostaje nam nic innego,

 jak z głębi duszy wołać do Niego

 Kyrie, eleison — Panie, ratuj! (por. Mt 8, 25).

 

 Panie, tak często Twój Kościół

 przypomina tonącą łódź,

 łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron.

 Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża.

 Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła.

 Ale to my sami je zbrukaliśmy!

 To my zdradzamy Cię za każdym razem,

 po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach.

 Zmiłuj się nad Twoim Kościołem:

 także w nim Adam ciągle na nowo upada.

 Naszym upadkiem powalamy Cię na ziemię.

 A szatan śmieje się szyderczo z nadzieją,

 że nie zdołasz podnieść się więcej z tego upadku.

 Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła,

 będziesz leżał na ziemi, pokonany.

 Ty jednak podniesiesz się.

 Podniosłeś się, zmartwychwstałeś

 i możesz podźwignąć także nas.

 Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół.

 Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich”.

 

   Jednym z przejawów błędu i grzechu jest wyrzucenie Krzyża z centralnego miejsca ołtarza, na którym składana jest Najświętsza Ofiara.

   Od wieków Krzyż towarzyszył Mszy Świętej. Nasz Papież Benedykt XVI, wierny temu zwyczajowi, stawia Krzyż w samym centrum ołtarza, na środku, pasyjką w stronę celebransa.

   Niestety, w tej kwestii, jak i w wielu innych, nasz Ojciec Święty pozostaje sam! Co się stało? Dlaczego Ojciec Święty pozostaje sam? Dlaczego wyrzuciliśmy Krzyż z centralnego miejsca ołtarza? Dlaczego nie chcemy, aby Krzyż tam powrócił?

   Ileż wykrzywień! Krzyż wieszany jest na ścianach, nad drzwiami zakrystii, stawiany jest z boku, z tyłu, poza ołtarzem, a jeśli już na ołtarzu to z boku, bokiem, a jeśli już na środku ołtarza to pasyjką w stronę ludzi. Wszystko, byle tylko nie tak, jak być powinno. Wszystko, byle tylko nie tak, jak wzór daje nam Ojciec Święty Benedykt XVI. Jak to się dzieje, że kapłan katolicki celebrując Ofiarę Mszy Świętej nie chce mieć przed oczami wizerunku Chrystusa Ukrzyżowanego?

   Ileż problemów z Krzyżem! Kapłani, którzy bez ubocznych motywacji chcą naśladować Ojca Świętego w aranżacji ołtarza, stawiając Krzyż w centrum, pasyjką w stronę celebransa, są dyskryminowani, pouczani, dyscyplinowani, marginalizowani, wprost zakazuje się im stawiania Krzyża na środku ołtarza, zakazuje się im odprawiania Mszy Świętej w funkcji głównego celebransa (permanentny przymus koncelebry!), zarzuca się im nieposłuszeństwo i inne niestosowności.

   Niesłychaną zuchwałością jest usunięcie Krzyża z centralnego miejsca ołtarza. Do czegośmy doszli? Jakiż w ogóle może być problem z Krzyżem? Dla kogo to jest problem? Dlaczego to jest problem?

   Wyartykułujmy to klarownie:

   Kapłani, którzy bez ubocznych motywacji chcąc naśladować Ojca Świętego w aranżacji ołtarza, stawiają Krzyż w centrum, pasyjką w stronę celebransa, pełnią dzisiaj wybitną rolę eklezjalną: ocalają czystą katolicką wiarę, ocalają katolickie rozumienie Mszy Świętej jako Ofiary, ocalają jedność z następcą św. Piotra w najświętszej aktywności Kościoła – w świętej liturgii. Bezcenna służba. Bezcenna jedność. Bezcenne posłuszeństwo pierwszemu Liturgowi Kościoła.

   A postawienie Krzyża w centrum ołtarza nie jest problemem. Jest przywilejem!

   Liturgia jest dzisiaj w wielu wydaniach i wielu środowiskach rewią samouwielbienia przed ołtarzem Pańskim. Staje się aktem antropocentrycznym. „Najświętszą” regułą staje nieusuwalny wymóg wzajemnego patrzenia na siebie kapłana i wiernych. Jak się mówi tu i tam: liturgia jest dla człowieka. Stąd niedorzeczne – bo ignorujące teocentryczne zorientowanie liturgii – określenia: celebrowanie do ściany, odprawianie tyłem do ludzi, Krzyż przeszkadza.

   „Tak naprawdę doszło tutaj do klerykalizacji, której wcześniej w tym miejscu nigdy nie było. Kapłan – jako przewodniczący liturgii (jak się go teraz chętnie nazywa) – staje się teraz właściwym punktem odniesienia dla całości. Wszystko zależy od niego. To jego trzeba widzieć, to w jego działaniu brać udział, jemu odpowiadać – to jego kreatywność podtrzymuje całość. W sposób uzasadniony podejmowana jest próba zredukowania tej dopiero co powołanej do życia roli poprzez rozdzielenie różnorodnych czynności i powierzenie «twórczego» opracowania liturgii grupom wiernych przygotowujących nabożeństwo, które powinny, a przede wszystkim chcą «włączyć siebie» w przebieg Mszy. Coraz mniej widać tu Boga, coraz ważniejsze staje się to, co czynią ludzie, którzy spotykają się tutaj i którzy wcale nie chcą się już poddać «danemu z góry schematowi». Zwrócenie się kapłana czyni ze wspólnoty zamknięty krąg. Wspólnota w swoim kształcie nie jest już otwarta ani do przodu, ani do góry, lecz zamyka się w sobie samej. Wspólne zwrócenie na Wschód nie oznaczało ani tego, że «celebruje się do ściany», ani tego, że kapłan «odwraca się plecami do ludu» (nie był on po prostu uważany za aż tak ważnego). Albowiem tak jak w synagodze wspólnie patrzono w stronę Jerozolimy, tak i tutaj wspólnie patrzy się «na Pana». Jak wyraził to J. A. Jungmann, jeden z ojców Konstytucji o Liturgii Świętej Soboru Watykańskiego II, chodziło raczej o ten sam kierunek zwrócenia się kapłana i ludu, którzy wiedzieli, iż wspólnie zmierzają do Pana. Nie zamykają się w kręgu, nie przyglądają się sobie wzajemnie, lecz jako wędrujący lud Boży kierują się na Wschód, w stronę Chrystusa, który wychodzi nam naprzeciw” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

 

   Nasz Ojciec Święty Benedykt XVI, daje dzisiaj Kościołowi, w czasach pomieszania powszechnego, remedium na poważny problem zagubionej orientacji. Rozwiązaniem jest Krzyż umiejscowiony w samym centrum ołtarza, pasyjką w stronę celebransa. Tak wygląda ołtarz podczas liturgii celebrowanych przez Papieża Benedykta XVI. Wzór i przykład dla całego Kościoła. Te kwestię w sposób klarowny przedstawił jeszcze jako kardynał. Pisał:

   „Ważniejsze jest tu jednakże zastrzeżenie praktyczne. Czy mamy więc teraz wszystko na nowo przestawiać? Nic nie jest przecież tak szkodliwe dla liturgii, jak właśnie ciągłe jej «robienie», nawet jeśli wydaje się, że chodzi tu o rzeczywistą odnowę. Wyjście dostrzegam tu w sugestii Erika Petersona. Kierunek wschodni był łączony, jak już słyszeliśmy, ze «znakiem Syna Bożego», z krzyżem, z powtórnym przyjściem Chrystusa. Tym samym Wschód był od początków związany ze znakiem krzyża. Tam, gdzie wspólne zwrócenie się na Wschód nie jest możliwe, tam jako Wschód duchowy służyć może krzyż. Powinien on stać na środku ołtarza oraz być punktem skupiającym wzrok kapłana i modlącego się zgromadzenia. W ten sposób postępujemy zgodnie z dawnym wezwaniem do modlitwy, znajdującym się na progu Eucharystii: Conversi ad Dominum – zwróćcie się do Pana. Patrzymy zatem wspólnie na Tego, który reprezentuje nas przed Ojcem i zamyka nas w swoich ramionach, na Tego, który czyni nas żywą świątynią. Do prawdziwie absurdalnych zjawisk ostatnich dziesięcioleci zaliczam fakt, że krzyż jest odstawiany na bok, aby nie zasłaniał kapłana. Czy krzyż przeszkadza Eucharystii? Czy kapłan jest ważniejszy od Chrystusa? Ten błąd należy naprawić możliwie jak najszybciej; da się to zrobić bez konieczności ponownych przebudowań. Punktem odniesienia jest Pan. Jest On wschodzącym Słońcem historii. Można zatem wybrać krzyż przedstawiający Mękę, uobecniający Cierpiącego, który za nas pozwala przebić swój bok, z którego wypływa krew i woda – Eucharystia i chrzest, bądź też krzyż Chrystusa tryumfującego, który wyraża myśl o Powtórnym Przyjściu i na nie kieruje spojrzenie. Zawsze jest to bowiem «Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki» (Hbr 13, 8)” (Duch liturgii) (podkr. J.B.).

 

   W kontekście powyższego postawmy pytania poważne:

 

   Czym uzasadnić powszechne i pospieszne usunięcie Krzyża z centrum ołtarza?

   Czym uzasadnić powszechne – także w Polsce – opór, niechęć, bunt i agresję przeciwko umiejscowieniu Krzyża w centrum ołtarza?

   Czym uzasadnić powszechny i uparty – także w Polsce – bojkot i ignorowanie pierwszego Liturga, jakim aktualnie jest nasz Ojciec Święty Benedykt XVI?

   Czym uzasadnić dyscyplinowanie, pacyfikowanie, dezawuowanie i karanie (łącznie z pozbawianiem możliwości odprawiania Mszy Świętej w funkcji głównego celebransa; permanentny przymus koncelebry!) kapłanów, którzy – także w Polsce – bez ubocznych motywacji pragną naśladować pierwszego Liturga Kościoła?

 

   Konstruktywna konkluzja lapidarna – na czasy pomieszania powszechnego:

 

   Podejmując, w posłuszeństwie Tradycji i naszemu Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI, wszelkie godziwe starania, aby w Kościele – w diecezjach, parafiach, wspólnotach – Krzyż powrócił na centralne miejsce ołtarza, przyczyniamy się do ocalenia i przekazania następnym pokoleniom czystej katolickiej wiary, katolickiego rozumienia Mszy Świętej jako Ofiary, katolickiego zorientowania akcji liturgicznej versus Deum. Ku Bogu!