Tagi

,

Wywiad z Biskupem Athanasiusem Schneiderem

Waszyngton, 14 lutego 2015

Jak wierni mogą lepiej docenić fakt, że to Chrystus odprawia Liturgię, oraz jak mogą lepiej przygotować się do uczestnictwa w Jego Ofierze?

Najlepszym sposobem na docenienie przez wiernych, iż to Chrystus jest centrum Liturgii jest sam sposób jej sprawowania. Po pierwsze, kapłan musi odprawiać Liturgię w taki sposób, aby pokazać, że to nie on jest główną osobą, na której wierni mają skupiać swoją uwagę, ale że to Chrystus jest głównym Celebransem (odprawiającym). Kapłan jest tylko narzędziem w rękach Chrystusa. Zatem kapłan musi odprawiać Liturgię w taki sposób, aby nie zwracać na siebie największej uwagi wiernych, po to, by pokazać siebie, swoje cechy osobowości, lecz wręcz przeciwnie, aby ukryć siebie, a pokazać Chrystusa. Kolejnym konkretnym gestem, który może pomóc wiernym uświadomić sobie, że to Chrystus odprawia Liturgię, jest zwrócenie się, przez wiernych i kapłana, w tym samym kierunku. Wówczas razem zwracają się oni w stronę Krzyża. Dzięki temu ludzie mogą być bardziej świadomi, że uczestniczą w sakramentalnej Ofierze Chrystusa, Ofierze Krzyża. Nie chodzi tu przecież o spotkanie, zebranie czy konferencję, podczas których musimy być zwróceni ku sobie. Zwracam uwagę na takie zachowania i gesty, gdyż mają one znaczący wpływ na wiernych i mogą im pomóc brać udział w Liturgii głębiej i z większą świadomością, że chodzi tu o sakramentalny sposób uobecnienia Chrystusowej Ofiary Krzyża.

Czy kierunek, w którym zwróceni są kapłan oraz wierni jest szczególnie ważny?

Kapłan musi odprawiać Liturgię w taki sposób, aby uniknąć zachowywania się jak najważniejsza osoba oraz nie stawać się głównym punktem skupiającym na sobie uwagę wiernych. Dlatego też musi on być bardzo ostrożny, aby nie dodać nic od siebie, ale aby w pewien sposób ukryć się, zniknąć, aby Chrystus mógł się pojawić. Podobnie jak święty Jan Chrzciciel, który musiał się uniżyć, aby to Chrystus mógł wzrosnąć. I podczas całej Liturgii, w każdym momencie, kapłan musi to sobie powtarzać.

Proszę powiedzieć nam coś o swojej książce Dominus est i jak może ona nam pomóc przygotować się do Mszy Świętej.

Tytuł Dominus est (tzn. To jest Pan!) są to słowa z Ewangelii świętego Jana. Są to słowa Jana Apostoła, który – kiedy zobaczył Pana na brzegu jeziora Genezaret, podczas gdy inni łowili ryby – jako jedyny rozpoznał Pana, i widząc Go zawołał: To jest Pan! I dopiero wtedy reszta nagle się przebudziła. Dlatego moim zamiarem było obudzić Kościół, biskupów, kapłanów i wiernych, aby podczas Komunii Świętej rozpoznali w tej maleńkiej Hostii samego Pana, Stworzyciela nieba i ziemi, i Nieskończony Majestat Boży i świętość Boga, ukryte właśnie w tej maleńkiej Hostii. Niestety, na przełomie ostatnich czterdziestu, pięćdziesięciu lat rozpowszechniła się praktyka udzielania Komunii świętej na rękę, w efekcie której świadomość tego, że to jest Pan znacznie zmalała. Co więcej, w dzisiejszych czasach człowiek przyjmując Komunię Świętą, może trzymać Ją w rękach, tak jakby trzymał chipsa pomiędzy palcami a następnie samodzielnie włożył do ust. Taki sam gest wykonują ludzie przyjmujący Komunię najpierw na dłoń a następnie do swoich ust. Jest to typowy, pospolity gest, który wykonujemy podczas jedzenia posiłku, i który można zauważyć w kawiarniach czy podczas różnych przyjęć. Dlatego takie zachowanie umniejsza wśród ludzi świadomość, iż ta Hostia jest wyjątkowa i niezwykła. I nie jest to rzecz, ani nawet święta rzecz, ale Osoba – nasz Bóg. Dlatego uważam to za bardzo poważny problem, ponieważ największym skarbem, jaki mamy tutaj na ziemi, jest nasz Eucharystyczny Pan, który niestety na ziemi, pod postacią Hostii jest umniejszony i narażony na zachowania niestosowne. Najbardziej bolesną rzeczą jest utrata wielu fragmentów Hostii, które przyczepiają się do palców, a potem spadają na ziemię, przez co nasz Pan jest znieważany, a wierni w wielu kościołach depczą po Nim. Co gorsza, aż trudno w to uwierzyć, ale Msza Święta jest kontynuowana i nikt nie zwraca uwagi na to, że nasz Pan został upuszczony, jakby nic się nie stało. Jest to wielkim wstydem! Musimy głośno protestować! I to jest właśnie powodem, dla którego napisałem swoją książkę, oraz drugą, Corpus Christi, w której podkreślam jeszcze bardziej ten aspekt, iż Chrystus w Przenajświętszej Hostii podczas udzielania Komunii Świętej jest bezbronny, bezbronny jak nikt inny w dzisiejszym świecie. Co więcej, podczas gdy ludzie decydują się na przyjmowanie Komunii do rąk, jednoznacznie przyczyniają się do kradzieży Hostii, która przybrała obecnie formę biznesu i jest znacznie ułatwiona. Dlatego też, jest to okropne i stanowi największą ranę w życiu dzisiejszego Kościoła. Jeśli nie zadbamy o to i nie spróbujemy jej wyleczyć, prawdziwa odnowa Kościoła nigdy nie będzie możliwa, skoro ludzie depczą po Naszym Panu i prawie nikt Go nie broni w należyty sposób. Dzięki Bogu jest On broniony przez tych najmniejszych, wiernych, którzy przyjmują Go pobożnie, w postawie klęczącej, nawet jeśli są upokarzani przez kapłanów. Większość duchowieństwa upokarza tych, którzy składają Bogu hołd w małej Hostii. Dzieci, młodzież – oni często są upokarzani podczas udzielania Komunii Świętej, ponieważ klękają. Są upokarzani przez nowych faryzeuszy i uczonych w Piśmie, którzy zajmują wysokie stanowiska w Kościele. Często w takich sytuacjach wspominam słowa Chrystusa, w którego kierunku – podczas gdy wkroczył do Jeruzalem w Niedzielę Palmową – dzieci rzucały gałązki palm, rzucali swe szaty dla Chrystusa Króla. A faryzeusze mówili: Panie zabroń im tego! Faryzeusze chcieli zabronić tym najmniejszym, aby Go czcili. Wtedy Pan im odpowiedział: Kiedy Ci najmniejsi nie będą krzyczeć, kamienie wołać będą, aby obwieścić Moją chwałę. Dlatego właśnie w takich sytuacjach, o których wspomniałem, czesto przypominam sobie te konkretne słowa Pana. Dlatego musimy obudzić się i zastanowić: dlaczego chodzimy na Mszę Świętą? Dla Kogo? Aby osiągnąć nasze przeznaczenie. Aby spotkać się z naszym Bogiem, Chrystusem, aby spotkać się z Jego pełnym miłości Majestatem, spotkać się z miłującym Zbawcą. Mamy spotkać się z Barankiem Bożym, z Jego Ranami, z Tym, który daje nam łaskę zbawienia. Nie po to, aby spotkać się z kapłanem, ale z Chrystusem! Ponieważ to nie kapłan jest naszym celem, ale Chrystus, który jest odpowiedzialny za zbawienie naszych dusz. Mam wrażenie, że w znacznym stopniu zatraciliśmy chrystocentryzm w liturgii i w życiu naszego Kościoła, szczególnie w sposobie przyjmowania Komunii Świętej, kiedy powinniśmy klęknąć, aby zrozumieć, że przede nami jest Ktoś wielki i o wiele bardziej wspaniały, nawet pod postacią tak maleńkiej Hostii. I wtedy otwieramy usta jak małe dziecko, aby otrzymać Królestwo Boga, a nawet więcej niż Królestwo Boga – aby otrzymać samego Pana tego Królestwa.

Jakie elementy tradycyjnej Mszy Świętej mogłyby zostać wprowadzone do sprawowania Mszy Świętej w nowej formie, aby pomóc nam skupić się na osobie Chrystusa i zachęcić do czci i rozpoznania Jego Obecności podczas Eucharystii? Usytuowanie? Przyjmowanie Komunii Świętej na klęcząco i bezpośrednio do ust? Częstsze użycie Kanonu rzymskiego? Recytowanie po łacinie stałych części Mszy Świętej?

Myślę, że podstawowym elementem jest zorientowanie, polegające na zwróceniu się w tym samym kierunku podczas modlitwy, tzn. aby kapłan wraz z wiernymi zwracali się w tym samym kierunku – do krucyfiksu i ołtarza. To jest podstawa. Po drugie, klękanie do przyjmowania Komunii Świętej oraz przyjmowanie Jej do ust. I nie jest to coś, co charakteryzuje tradycyjną formę rytu rzymskiego, jest to podstawa także nowej formy rytu. Z kolei przyjmowanie Komunii na dłoń jest wyjątkiem, nawet w nowym rycie. Powtarzam zatem: chodzi o zorientowanie, zwrócenie się ku Panu. Innym aspektem, który pomógłby wiernym i kapłanowi przeżywać Tajemnicę Boga, ponieważ Bóg nie jest tylko ideą, ale Tajemnicą – jest cisza. Byłoby dobrze, gdyby słowa Kanonu mogły być wypowiadane w ciszy. Wszystkie komentarze i słowa, które tak wielu kapłanów dodaje podczas Mszy Świętej powinny zostać zniesione, ponieważ znacząco zmieniają one atmosferę Mszy Świętej z podniosłej na potoczną i nieformalną. Przez to tajemniczość i nadprzyrodzoność Boga jest niszczona, ponieważ we wszystkich takich momentach kapłan stawia siebie na pierwszym planie, skupiając uwagę na sobie, a nie Bogu. Dlatego trzeba je znieść. Prezbiterium musi zostać oddzielone od nawy przez balaski przed ołtarzem, aby pokazać, że ołtarz jest miejscem świętym. Jest to obraz nieba, do którego zmierzamy. Nawa jest naszym jakby środkiem transportu – łodzią [z łaciny] i w niej niejako podróżujemy, ale to ołtarz i Tabernakulum jest symbolem nieba, do którego zmierzamy. Z kolei kapłan reprezentuje Chrystusa, odprawia Mszę Świętą w zastępstwie Chrystusa-Głowy. Dlatego przy ołtarzu powinni być tylko ci, którzy w pewien sposób uczestniczą w kapłaństwie – tylko mężczyźni, nie kobiety, ponieważ nie mogą one przyjąć kapłaństwa. Kobieta reprezentuje całokształt wiernych. Dlatego to ministranci bądź mężczyźni powinni służyć podczas Liturgii, nawet jeśli nie są wyświęceni, ponieważ w pewien sposób są połączeni z kapłaństwem, przez swoją płeć. Dodatkowo, w kościele wszystko jest ułożone według hierarchii, na podobieństwo nieba: kapłan, diakon, ministranci – wszyscy reprezentujący kapłana odprawiającego Mszę Świętą. Nawet mali chłopcy reprezentują kapłana, choć oczywiście w sposób niesakramentalny. Także czytania i inne czynności powinny być wykonywane w prezbiterium przez mężczyzn. Również muzyka jest bardzo ważną częścią Mszy Świętej. Nie może być ona zwykła, codzienna, ale niezwykła i święta, aby w pewien sposób wznieść nasze dusze do nieba, aby rozbudzić nasze pragnienie nieba. Chorał gregoriański jest właśnie takim typem muzyki religijnej i świętej. Należy na Mszy Świętej unikać wszystkiego, co kojarzyłoby się ludziom ze zwykłą muzyką, którą słyszymy na ulicy, należy unikać gitar itd.. Kiedy wkraczamy do kościoła, aby uczestniczyć we Mszy Świętej, to wkraczamy na ziemię świętą, podobnie jak Mojżesz, kiedy widział ogień w górach i Boga, który prosił go, aby ten zdjął buty i uklęknął, bo to jest ziemia święta. A Msza Święta jest w sposób szczególny tą świętą ziemią, jest właściwie cząstką Nieba. Dlatego wszystkie konkretne elementy muszą się zgadzać.

Według badań opinii publicznej, wielu, jeśli nawet nie większość katolików, przynajmniej na Zachodzie, nie rozpoznaje i nie zauważa Chrystusa w Eucharystii. Jak ten problem powienien zostać potraktowany przez pasterzy Kościoła?

Uważam, iż powodem tego jest bardzo ułomna katecheza, którą ludzie otrzymali, bądź nawet nie otrzymali, w dzieciństwie. Dotyczy to już dwóch pokoleń po Soborze Watykańskim II. Dlatego większość ludzi utraciła prawdziwą wiarę w Eucharystię. Jest to niestety wynikiem nieodpowiedniego i zbyt niejasnego nauczania. Dlatego wierni, dzieci, nastolatkowie a nawet dorośli, muszą zapoznać się z integralną prawdą o Eucharystii, która opiera się na Katechizmie, między innymi przez niedzielne homilie poświęcane regularnie temu tematowi. Trzeba ukazywać świadectwa życia eucharystycznego, nauczać o cudach eucharystycznych. Zatem istotna jest katechizacja. Po drugie, jeśli Liturgię traktujemy jako spotkanie a przyjęcie Chrystusa jako danie z bufetu, stopniowo zatracamy pełnię wiary. Musimy powrócić do pytania na początku to znaczy musimy poprawić sposób, w jaki sprawujemy Liturgię, sposób, w jaki przyjmujemy Komunię Świętą oraz prowadzić ludzi do Eucharystycznej adoracji.

Gdzie Ksiądz Biskup umiejscowiłby tę sprawę na liście priorytetów?

Priorytetem Kościoła jest, jak powiedział Sobór Watykański II, źródło, podstawa i szczyt wszelkiego życia Kościoła – Liturgia Święta czyli Msza Święta, Eucharystia. Musimy od tego zacząć. Następnie, prawdziwe i jasne nauczanie katolików. Bardzo istotne są też rodziny, którym należy pomóc w wychowaniu i nauczaniu młodych ludzi – rodziny są pierwszymi seminariami. Należy również odświeżyć informacje nauczane w seminariach.

Arcybiskup Jan Paweł Lenga, emerytowany biskup Diecezji w Karagandzie w Kazachstanie, opublikował właśnie list otwarty odnośnie kryzysu w Kościele. Opisuje on utratę wiary pośród kapłanów, biskupów, a nawet na wyższych poziomach hierarchii. Jak laikat może najepiej odpowiedzieć na Jego ostrzeżenie?

Po pierwsze, ludzie muszą pogłębić swoją wiarę, w taki sposób, aby być wiernymi swojej wierze oraz przyrzeczeniom chrzcielnym, które składamy przede wszystkim wobec Chrystusa, a nie proboszcza, biskupa czy nawet papieża. Musimy być wierni przede wszystkim Chrystusowi, musimy być wręcz gotowi oddać życie za Chrystusa, za integralność wiary katolickiej, którą przyrzekliśmy na chrzcie świętym i podczas sakramentu bierzmowania. Musimy pogłębiać naszą wiarę. Nawet kiedy wierni zauważają brak wiary pośród duchownych i hierarchów, muszą się oni za nich modlić, o ich nawrócenie oraz modlić się o nowych, świętych kapłanów oraz biskupów. Jest to na swój sposób tajemnicą Kościoła, ponieważ jesteśmy Mistycznym Ciałem Chrystusa. W ciele, jeśli jeden członek cierpi, inni również odczuwają ten ból i mogą mu pomóc. W aktualnym kryzysie Bóg dozwala, aby wierni, nawet ci najmniejsi i najprostsi, wzmocnili wiarę tych, którzy powinni uczyć tej wiary, mianowicie duchowieństwa i episkopatu. Jest to tajemnica i dopust Boży dla naszych czasów. Jest to bardzo rzadkim zjawiskiem w historii Kościoła. Lecz naszym zwycięstwem, jak jest napisane w Piśmie Świętym, jest nasza katolicka wiara. Dlatego jestem pewien, że nawet podczas takiego kryzysu, jaki panuje w dzisiejszych czasach, Kościół zwycięży i zatriumfuje dzięki wierze tych najmniejszych i dzięki wstawiennictwu naszej Matki Bożej, Matki Kościoła, które Niepokalane Serce zatryumfuje.

(tł. M. W., korekta I. P. i x. J. B.)


treści katolickie:
 sacerdoshyacinthus.com
 verbumcatholicum.com
 twitter.com/SacHyacinthus
 YouTube